Twardziel o niespotykanej wrażliwości

W marcu 1945 roku wojna w Europie zbliżała się do końca. Sprzymierzeni wiedzieli już, że upadek nazistowskiego reżimu jest wyłącznie kwestią czasu. W tym samym czasie sytuacja na Pacyfiku była bardziej zagadkowa.

Japończycy stawiali zaciekły opór i zadawali ogromne straty swoim przeciwnikom. Jeden z kluczowych epizodów tego konfliktu miał miejsce na Iwo Jimie, czyli niewielkiej, wulkanicznej wyspie, która miała stać się bazą wypadową dla samolotów bombardujących strategiczne cele w Japonii.

Piekło na ziemi

Desant aliantów został poprzedzony ostrzałem artyleryjskim prowadzonym z potężnych pancerników. W efekcie znaczna część powierzchni wyspy została doszczętnie zniszczona. Amerykanie spodziewali się, że w ten sposób zneutralizowali już większość nieprzyjaciół, więc walki na lądzie będą stanowiły jedynie formalność. Szybko okazało się, że byli w ogromnym błędzie.

Niezwyciężony oddział

Japończycy charakteryzowali się bezgraniczną lojalnością i niespotykaną wolą walki. Podczas treningu wpojono im przeświadczenie, że lepiej jest samemu odebrać sobie życie niż pójść do niewoli. Jeden z oddziałów charakteryzował się jeszcze większym zaangażowaniem niż reszta armii. Na jego czele stał kapitan o pseudonimie „Tygrys Malajski”. Był on potężnym mężczyzną, który w kilku miejscach na ciele posiadał bardzo widoczne rozstępy, które powstały kiedy błyskawicznie rósł jako dziecko. Cieszył się ogromnym poważaniem wśród swoich podwładnych. Dowódca miał jednak swoją krępującą tajemnicę. Wybuchy bomb i przelatujące kule kompletnie nie robiły na nim wrażenia, ale bardzo wstydził się niedoskonałości na swoim ciele.

Marny koniec

Japońskie oddziały stacjonowały w jednej z ostatnich jaskiń, która nie została jeszcze zajęta przez Amerykanów. Rozpoczął się kolejny nalot, a cała konstrukcja zaczęła się rozsypywać. Wszyscy żołnierze przystąpili do ewakuacji, ale Tygrys Malajski przeglądał się w lustrze i nie mógł pogodzić się ze swoim wyglądem. Zdecydowanie zwlekał zbyt długo z wyjściem na powierzchnię ziemi. Jeden z pocisków trafił wprost do wejścia i zabił dowódce razem z jego najwierniejszymi podkomendnymi. Szkoda, że Tygrysowi przyszło żyć w tych ciężkich czasach. Gdyby urodził się w Polsce kilkadziesiąt lat później mógłby sprawnie pozbyć się swoich kompleksów. W końcu jeżeli chodzi o usuwanie rozstępów, Góra Kalwaria nie ma sobie równych wśród klinik medycyny estetycznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *